Nakreśliłem pierwszą kreskę,Cristal wciąż spoglądała.Ogólnie cenie sobie ciszę,spokój i samotność ,ale ona mi nie przeszkadzała,wręcz nakręcała mnie do malowania.Wraz z upływem czasu postać zaczęła nabierać jej wyglądu.Spostrzegając to moja modelka uśmiechnela się. Po okołu pięciu godzinach obraz był skończony.Odstawilem go razem ze sztalugą,aby wyschnął. Crisi się przeciągnęła,usiadła swobodnie odsłaniając co nieco:
- to co teraz?-spytała po czym przegryzła dolną wargę. Nie powiem miałem na nią ochotę,uśmiechnąłem się,usiadłem kolo niej i wciąż się uśmiechając odpowiedzialem:
- a co chcesz robić?. Uniosła lewą brew,spojrzała na mnie od pasa w dól,po czym dobrała mi się do rozporka,kątek oka spojrzałem na zegar na ścianie. 16:20...Kurwa! za 15 minut będzie tu Alison! cholera.Cristal zdążyla już spuścić mi spodnie.podciągnąlem je:
- Cristal ja nie mogę,za 15 minut muszę wychodzić.Znów uniosła brew tyle ,ze tym razem spojrzała na mnie tym spojrzeniem z serii"zwariowałeś "?:
-spotkamy sie kiedy indziej- dodalem:
-ale..hyh..dlaczego?.
-Zapomniałem..umówiłem się..sory:
-co jest? nie podniecam cię?mam coś na twarzy?Uśmiechnąłem się :
- nie...to nie o to chodzi naprawdę się umówiłem,możemy spotkać się kiedy indziej?.Wstała zaczęła się ubierać,odwrócona tyłem wyraźnie obrażona odpowiedziała:
-Jak chcesz:
-Cristi...Przytuliłem ją od tylu.Odwróciła głowę w moją stronę:
-co?:
Przestań,,no nie gniewaj się..naprawdę muszę iść.Westchnęła:
-ty nigdy nie masz dla mnie czasu.Przytuliłem się do niej jeszcze mocniej:
-znajdę:
-kiedy?:
-W przyszłym tygodniu:
-obiecujesz?.Kiwnąłem głową na tak.Uśmiechnęła się:
-hmm..w porządku więc.Puściłem ją.Dokończyła się ubierać,ja napiłem się wody ze szklanki. Wzięła torebkę,zlapala za klamkę drzwi frontowych ,puściła mi oczko i rzuciła:
-bywaj.Po czym wyszła.Spojrzałem ponownie na zegarek 16:38.Alis lada moment przyjdzie.osiadłem na kanapie i cierpliwie czekałem. Po niespełna 5 minutach ktoś ponownie zapukał do drzwi. Otworzyłem nawet nie sprawdzając kto to,byłem pewien ,że to Alis.Myliłem się...przeszło 4 osoby wbiły mi na chatę. Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Wszyscy ubrani na czarno.Zdziwiony spojrzałem i uniosłem tylko brew czekając na dalszy ciąg wydarzeń:
-Taylor tak? - Powiedział jeden z mężczyzn,dość wysoki ,ale nie dużo wyższy ode mnie.Miał czarne okulary przez które nie było widać jego oczu i charakterystyczną przykuwającą uwagę "Kozią bródkę" lekko posiwiałą ,przypuszczam więc ,że miał koło 48 do max 56 lat:
-Taak...A Ty to kto?. Uśmiechnął się spojrzał na okno,znów zwrócił twarz w moją stronę,ściągnął okulary,jego oczy spojrzały wprost w moje,przenikliwe,lekko peszące i takie złowrogie - przemknęło mi przez głowę:
-bo gówno - mówiąć,mnie opluł.Wytarłem twarz ,skrzywiony wycierając koszulkę zażartowałem:
-chodziłeś do Logopedy? Spojrzał na mnie z wyrażnym nie zrozumieniem:
-co?
-masz strasznie soczystą wymowę...
środa, 6 kwietnia 2011
Rozdzial III
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz