Stopniowo znów popadałem w rozpacz,przez chwilę widziałem ją,uśmiechała się.Niedowierzając biegłem,ale ona z każdym moim krokiem się oddalała.Nim ogarnełem dlaczego tak się dzieję obudziłem się:
-kurwa.-powiedziałem ,uświadamiając sobie,że to tylko idiotyczny sen.Wziąłem głęboki oddech:-spokojnie Taylor,nie cofniesz tego,nie cofniesz tego-zacząłem powtarzać szepten.Spojrzałem na zegarek,stojący na szafce nocnej.Wskazówki wskazywały szóstą.Siadając,sapnąłem:- to już trzeci raz w tym tygodniu.Ręką sięgnąłem do szuflady w szafce,wyciągnąłem z niej nasze zdjęcie.Ja ,Alison i Sue,szczęśliwi pomimo,że między mną a jej matką się psuło.Sue o niczym nie wiedziała,ukrywaliśmy to,aż przyszedł czas,żebym się spakował,myślała,że wyjeżdżam.Długo zajęło mi wyjaśnieni jej,że nigdzie nie wyjeżdżam,że jej nie zostawię i ,że między mną a mamą nie jest już jak kiedyś. Myśląc tak zdałem sobie sprawę jak bardzo za nią tęsknie i ,że to co robię nie uśmierza mojego bólu,no może w małym stopniu.Przejechałem sobie ręką po twarzy.Wstałem,poszedłem do łazienki.Myjąc twarz zauważyłem,że mam krew na rękach.Obejrzałem dłonie,potem przedramiona,i tak aż po barki.Ślady krwi utrzymywały się aż do łokci.ściągnąłem koszulkę.Mój umięśniony tors był podrapany.Ponad to byłem obolały,często chodziłem na siłownię rzadko zdarzało mi się nawet po cztero godzinnym treningu mieć zakwasy.To było dziwne.Zmyłem krew,sprawdzając czy spływa zlewem.Potem wziąłem prysznic.Wycierając się,zastanawiałem co robiłem wczoraj. Wróciłem do sypialni.Usiadłem na łóżku.Na szafce nocnej leżały tabletki nasenne.W środku zostało niewiele.Wiedziałem już dlaczego nic nie pamiętam.Za wszelką cenę chciałem sobie przypomnieć co robiłem wczoraj,i dlaczego tak szybko chciałem usnąć. Przeanalizowałem cały sen,z jednej strony cieszyłem się,że to tylko głupi sen..a z drugiej?No cóż a z drugiej chciałbym chociaż przez chwilę pogadać z Sue nawet we śnie.Zobaczyć ją,przytulić zatrzymać na dłużej. Miałem moje szczęście,ale coś sprawiło ,że go nie mam.Zastanawiam się dlaczego?czy coś zrobiłem?Może to była przestroga?groźba?Yhh...chyba popadam w jakaś paranoje,nie mogę spać,nie pamiętam co działo się wczoraj łykam całe opakowania tabletek nasennych,budzę się obolały,we krwi.Kurwa co jest?Zanim zdążyłem sobie odpowiedzieć usłyszałem pukanie.Spojrzałem na siebie,badając kolejno czy mogę tak wyjść.Było okay,znów się nie ogoliłem.Ale trzy dniowy zarost przejdzie.Otworzyłem drzwi:
-cześć. Z zalotnym uśmiechem,palcami pomachała mi ...cholera czy to Cristal?Tak ,to ona jej olśniewający uśmiech niemal mnie oślepił,poza tym jak zawsze wyglądała świetnie.Odziana w granatową krótką sukienkę z czarnym paskiem w talii. Białą skórę i Białe buty na koturnach a do tego czarny wiszący aż po piersi naszyjnik wieńczący to wszytko.Wpuściłem i pochwaliłem ją,odwzajemniając uśmiech:
-świetnie wyglądasz. Spojrzała na mnie znów się uśmiechając,jakby wiedziała. Z resztą Opalona dwudziesto trzy letnia dziewczyna z ,długimi,ładnymi blond włosami trochę poniżej ramion.O dużych,przepięknych ,niebieskich oczach z długimi czarnymi rzęsami,mogącymi uwieść z każdym mrugnięciem.Ponad to ponętne jasno różowe usta i Idealna Figura z okazałościami.Jej we wszystkim będzie ładnie. I ona doskonale zdaję sobie z tego sprawę:
-Rozgość się-powiedziałem,zastanawiając się co jest powodem jej wizyty.Usiadła,puściła mi oczko. Rzuciłem uśmiech w jej stronę,co widocznie jej się spodobało,bo go odwzajemniła i odgarnęła nieco włosy:
-Napijesz się czegoś?-Spytałem,aby rozluźnić atmosferę:
-z chęcią
- to czego ci nalać?-dopytałem ,opierając się o framugę.Poprawiła się i dopowiedziała:
-wody. Poszedłem do kuchni,nalałem jej wody w niebieską kwadratową szklankę.Sobie tez nalałem wody,tyle,że w czerwoną.Wróciłem,postawiłem szklankę koło niej.Uśmiechnęła się i wzięła łyka wody ze szklanki:
- to kiedy zaczniemy?Spojrzała na mnie wciąż się uśmiechając.Przez chwilę zastanawiałem się o co jej chodzi,aż doszedłem do wniosku,że byliśmy umówieni.A ja muszę się wywiązać z umowy i ją namalować,w końcu jestem artystą:
- Zaraz,jeśli chcesz:
-pewnie,że chcą. Wstała i zaczęła się rozbierać spojrzałem na nią :
- mam wyjść?-spytałem zastanawiając się czy nie czuje się skrępowana.
-nie-uśmiechnęła się zalotnie i zsunęła ramiączko stanika. Ja stałem jak wryty,nie dowierzając ,co ona właściwie robi:
-nie gorąco ci będzie Taylor?-Puściła mi oczko i położyła się na kanapie zakrywając dłońmi sutki.Pogrążyłem się w chorej erotycznej fantazji,wszytkie pozycje,lato..cholera.Ocknąłem się:
-Hm?-Uniosłem brew.Przegryzła dolną wargę z tajemniczym uśmiechem po czym odpowiedziała:
-może też coś ściągniesz?:
-po co?-zgrywałem się
-przecież jest gorąco,zgrzejesz się-ciągnęła.Uśmiechnąłem się lekko,położyła się na brzuchu,jej piersi idealnie przylegały do mojej białej kanapy.Cholera,na co ty jeszcze czekasz?Ewidentnie z tobą flirtuję,ma na ciebie ochotę a ty się zgrywasz..nie ładnie Taylor nie ładnie-odezwało się moje sumienie.Nie mogłem tak po prostu się z nią zabawić,to nie było w moim stylu.PO Tym jak Sue się urodziła przysiągłem: Nigdy więcej Jednorazowych numerów!Bez zabezpieczeń oczywiście.A i tym razem zapomniałem kupić gumek na wszelką ewentualność. Poszedłem do pokoju, wziąłem sztalugę,rozstawiłem ją na środku salonu,na wprost do Cristal.Obserwowała mnie,gdy na nią zerkałem zalotnie się uśmiechała.Poszedłem po farby i pędzle,Byłem gotowy,.Usiadłem na stołku,spojrzałem na Cristal:
-Gotowa?
-jasne
-przygotuj się na godziny bezruchu-rzuciłem z ironią:
-poruszamy się później-zaproponowała znów rzucając zalotny uśmiech.A ja skupiony,obserwowałem ruch jej warg starając się zrozumieć tajemnice jej piękna..
niedziela, 3 kwietnia 2011
Rozdział Drugi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz